• Wpisów:25
  • Średnio co: 89 dni
  • Ostatni wpis:6 lata temu, 20:12
  • Licznik odwiedzin:16 136 / 2320 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
semiri
 
werenike
 
Juliusz Słowacki
Przy Kościółki


Przy kościołku,

Mój aniołku,

Koronka,

Żonka,

Pieczonka.



Przy organku,

Mój B...gdanku,

Szumka

I dumka...



Przy klasztorku,

Mój kaczorku,

Świętość,

Wziętość,

Nadętość.



Przy krzyżyku

Na stoliku

Fakta,

Dwa akta...
 

 
Cyprian Kamil Norwid
ITALIAM! ITALIAM!



1

Pod latyńskich żagli cieniem,

Myśli moja, płyń z aniołem,

Płyń, jak kiedyś ja płynąłem:

Za wspomnieniem - płyń spomnieniem...



2

Dookoła morze - morze -

Jak błękitu strop bez końca:

O! przejasne - pełne słońca.

Łodzi! wioseł!... Szczęść ci, Boże...



3

Płyń - a nie wróć-że mi z żalem

Od tych laurów tam różowych,

Gdzie Tass śpiewał Jeruzalem,

I od moich dni-laurowych...



4

O! po skarby cię wysłałem:

Cóż! gdy wrócisz mi z tęsknotą -

Wiem to, ale proszę o to -

Niech zapłaczę, że płakałem...



5

Pod latyńskich żagli cieniem,

Myśli moja, płyń z aniołem,

Płyń, jak kiedyś ja płynąłem:

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Za wspomnieniem - płyń wspomnieniem...
 

 
Juliusz Słowacki
W Pamiętniku Zofii Bobrówny


Niechaj mię Zośka o wiersze nie prosi,
Bo kiedy Zośka do ojczyzny wróci,
To każdy kwiatek powie wiersze Zosi,
Każda jej gwiazdka piosenkę zanuci.
Nim kwiat przekwitnie, nim gwiazdeczka zleci,
Słuchaj - bo to są najlepsi poeci.

Gwiazdy błękitne, kwiateczki czerwone
Będą ci całe poemata składać.
Ja bym to samo powiedział, co one,
Bo ja się od nich nauczyłem gadać;
Bo tam, gdzie Ikwy srebrne fale płyną,
Byłem ja niegdyś, jak Zośka, dzieciną.

Dzisiaj daleko pojechałem w gości
I dalej mię los nieszczęśliwy goni.
Przywieź mi, Zośko, od tych gwiazd światłości,
Przywieź mi, Zośko, z tamtych kwiatów woni,
Bo mi zaprawdę odmłodnieć potrzeba.
Wróć mi więc z kraju taką - jakby z nieba.
 

 
Z niebieskich najrańszą piosnek

Ledwie zadzwonił skowronek,

Najrańszy kwiatek pierwiosnek

Błysnął ze złotych obsłonek.



Ja



Za wcześnie, kwiatku, za wcześnie,

Jeszcze północ mrozem dmucha,

Z gór białe nie zeszły pleśnie,

Dąbrowa jeszcze nie sucha.

Przymruż złociste światełka,

Ukryj się pod matki rąbek,

Nim cię zgubi śronu ząbek

Lub chłodnej rosy perełka.



Kwiatek



Dni nasze jak dni motylka,

Życiem wschód, śmiercią południe;

Lepsza w kwietniu jedna chwilka

Niż w jesieni całe grudnie.

Czy dla bogów szukasz datku,

Czy dla druha lub kochanki,

Upleć wianek z mego kwiatku,

Wianek to będzie nad wianki.



Ja



W podlej trawce, w dzikim lasku

Urosleś, o kwiatku luby!

Mało wzrostu, mało blasku,

Cóż ci daje tyle chluby?

Ni to kolory jutrzenki,

Ni zawoje tulipana,

Ni lilijowe sukienki,

Ni róży pierś malowana.

Uplatam ciebie do wianka;

Lecz skądże ufności tyle!

Przyjaciele i kochanka

Czy cię powitają mile?



Kwiatek



Powitają przyjaciele

Mnie, wiosny młodej aniołka;

Przyjaźń ma blasku niewiele

I cień lubi jak me ziołka.

Czym kochanki godzien rączek,

Powiedz, niebieska Marylko!

Za pierwszy młodości pączek

Zyskam pierwszą... ach! łzę tylko.
 

 
Juliusz Słowacki
HYMN

Smutno mi, Boże! - Dla mnie na zachodzie

Rozlałeś tęczę blasków promienistą;

Przede mną gasisz w lazurowéj wodzie

Gwiazdę ognistą...

Choć mi tak niebo ty złocisz i morze,

Smutno mi, Boże!



Jak puste kłosy, z podniesioną głową

Stoję rozkoszy próżen i dosytu...

Dla obcych ludzi mam twarz jednakową,

Ciszę błękitu.

Ale przed tobą głąb serca otworzę,

Smutno mi, Boże!



Jako na matki odejście się żali

Mała dziecina, tak ja płaczu bliski,

Patrząc na słońce, co mi rzuca z fali

Ostatnie błyski...

Choć wiem, że jutro błyśnie nowe zorze,

Smutno mi, Boże!



Dzisiaj, na wielkim morzu obłąkany,

Sto mil od brzegu i sto mil przed brzegiem,

Widziałem lotne w powietrzu bociany

Długim szeregiem.

Żem je znał kiedyś na polskim ugorze,

Smutno mi, Boże!



Żem często dumał nad mogiłą ludzi,

Żem prawie nie znał rodzinnego domu,

Żem był jak pielgrzym, co się w drodze trudzi

Przy blaskach gromu,

Że nie wiem, gdzie się w mogiłę położę,

Smutno mi, Boże!



Ty będziesz widział moje białe kości

W straż nie oddane kolumnowym czołom;

Alem jest jako człowiek, co zazdrości

Mogił popiołom...

Więc że mieć będę niespokojne łoże,

Smutno mi, Boże!



Kazano w kraju niewinnéj dziecinie

Modlić się za mnie co dzień... a ja przecie

Wiem, że mój okręt nie do kraju płynie,

Płynąc po świecie...

Więc, że modlitwa dziecka nic nie może,

Smutno mi, Boże!



Na tęczę blasków, którą tak ogromnie

Anieli twoi w siebie rozpostarli,

Nowi gdzieś ludzie w sto lat będą po mnie

Patrzący - marli.

Nim się przed moją nicością ukorzę,

Smutno mi, Boże!
 

 
Adam Mickiewicz
RĘKAWICZKA
POWIASTKA
(Z Szyllera)



Chcąc być widzem dzikich bojów,

Już u zwierzyńca podwojów

Król zasiada.

Przy nim książęta i panowie Rada,

A gdzie wzniosły krążył ganek,

Rycerze obok kochanek.



Król skinął palcem, zaczęto igrzysko,

Spadły wrzeciądze; ogromne lwisko

Zwolna się toczy,

Podnosi czoło,

Milczkiem obraca oczy

Wokoło,

I ziewy rozdarł straszliwie,

I kudły zatrząsł na grzywie,

I wyciągnął cielska brzemię,

I obalił się na ziemię.



Król skinął znowu,

Znowu przemknie się krata,

Szybkimi skoki, chciwy połowu,

Tygrys wylata.

Spoziera z dala

I kłami błyska,

Język wywala,

Ogonem ciska

I lwa dokoła obiega.

Topiąc wzrok jaszczurczy

Wyje i burczy;

Burcząc na stronie przylega.



Król skinął znowu,

Znowu podwój otwarty,

I z jednego zachowu

Dwa wyskakują lamparty.

Łakoma boju, para zajadła

Już tygrysa opadła,

Już się tygrys z nimi drapie,

Już obudwu trzyma w łapie;

Wtem lew podniósł łeb do góry,

Zagrzmiał - i znowu cisze -

A dzicz z krwawymi pazury

Obiega... za mordem dysze.

Dysząc na stronie przylega.



Wtem leci rękawiczka z krużganków pałacu,

Z rączek nadobnej Marty,

Pada między tygrysa i między lamparty,

Na środek placu.



Marta z uśmiechem rzecze do Emroda:

"Kto mię tak kocha, jak po tysiąc razy

Czułymi przysiągł wyrazy,

Niechaj mi teraz rękawiczkę poda".



Emrod przeskoczył zapory,

Idzie pomiędzy potwory,

Śmiało rękawiczkę bierze.

Dziwią się panie, dziwią się rycerze.

A on w zwycięskiej chwale

Wstępuje na krużganki.

Tam od radośnej witany kochanki,

Rycerz jej w oczy rękawiczkę rzucił,

"Pani, twych dzięków nie trzeba mi wcale".

To rzekł i poszedł, i więcej nie wrócił.
 

 
Jan Kochanowski
Do gór i lasów


Wysokie góry i odziane lasy!
Jako rad na was patrzę, a swe czasy
Młodsze wspominam, które tu zostały,
Kiedy na statek człowiek mało dbały.
Gdziem potym nie był? Czegom nie skosztował?
Jażem przez morze głębokie żeglował,
Jażem Francuzy, ja Niemce, ja Włochy,
Jażem nawiedził Sybilline lochy.
Dziś żak spokojny, jutro przypasany
Do miecza rycerz; dziś miedzy dworzany
W pańskim pałacu, jutro zasię cichy
Ksiądz w kapitule, tylko że nie z mnichy
W szarej kapicy a z dwojakim płatem;
I to czemu nic, jesliże opatem?
Taki był Proteus, mieniąc się to w smoka,
To w deszcz, to w ogień, to w barwę obłoka.
Dalej co będzie? Śrebrne w głowie nici,
A ja z tym trzymam, kto co w czas uchwyci.
 

 
Julian Tuwim

Wspomnienie

Mimozami jesień się zaczyna,
złotawa, krucha i miła,
To ty, to ty jesteś ta dziewczyna,
która do mnie na ulicę wychodziła.

Od twoich listów pachniało w sieni,
gdym wracał zdyszany ze szkoły,
a po ulicach w lekkiej jesieni
fruwały za mną jasne anioły.

Mimozami zwiędłość przypomina
nieśmiertelnik żółty - październik.
To ty, to ty, moja jedyna,
przychodziłaś wieczorem do cukierni.

Z przemodlenia, z przeomdlenia senny,
w parku płakałem szeptanymi słowy.
Księżyc z chmurek prześwitywał jesienny,
od mimozy złotej majowy.

Ach czułymi, przemiłymi snami
zasypialem z nim gasnącym o poranku,
w snach dawnymi bawiąc się wiosnami,
jak ta złota, jak ta wonna wiązanka.
 

 
Jan Kochanowski
Na zdrowie"

Ślachetne zdrowie,
Nikt się nie dowie,
Jako smakujesz,
Aż się zepsujesz.
Tam człowiek prawie
Widzi na jawie
I sam to powie,
Że nic nad zdrowie
Ani lepszego,
Ani droższego;
Bo dobre mienie,
Perły, kamienie,
Także wiek młody
I dar urody,
Mieśca wysokie,
Władze szerokie
Dobre są, ale -
Gdy zdrowie w cale.
Gdzie nie masz siły,
I świat niemiły.
Klinocie drogi,
Mój dom ubogi
Oddany tobie
 

 
Kazimierz Przerwa -Tetmajer

Melodia mgieł nocnych (Nad Czarnym Stawem Gąsienicowym)


Cicho, cicho, nie budźmy śpiącej wody w kotlinie,

lekko z wiatrem pląsajmy po przestworów głębinie...

Okręcajmy się wstęgą naokoło księżyca,

co nam ciała przezrocze tęczą blasków nasyca,

i wchłaniajmy potoków szmer, co toną w jeziorze,

i limb szumy powiewne, i w smrekowym szept borze,

pijmy kwiatów woń rzeźwą, co na zboczach gór kwitną,

dźwięczne, barwne i wonne, w głąb zlatujmy błękitną.

Cicho, cicho, nie budźmy śpiącej wody w kotlinie,

lekko z wiatrem pląsajmy po przestworów głębinie...

Oto gwiazdę, co spada, lećmy chwycić w ramiona,

lećmy, lećmy ją żegnać, zanim spadnie i skona,

puchem mlecza się bawmy i ćmy błoną przezroczą,

i sów pierzem puszystym, co w powietrzu krąg toczą,

nietoperza ścigajmy, co po cichu tak leci,

jak my same, i w nikłe oplątajmy go sieci,

z szczytu na szczyt przerzućmy się jak mosty wiszące,

gwiazd promienie przybiją do skał mostów tych końce,

a wiatr na nich na chwilę uciszony odpocznie,

nim je zerwie i w pląsy pogoni nas skocznie...
 

 
Adam Mickiewicz
ODA DO MŁODOŚCI


Bez serc, bez ducha, to szkieletów ludy;

Młodości! dodaj mi skrzydła!

Niech nad martwym wzlecę światem

W rajską dziedzinę ułudy:

Kędy zapał tworzy cudy,

Nowości potrząsa kwiatem

I obleka w nadziei złote malowidła.



Niechaj, kogo wiek zamroczy,

Chyląc ku ziemi poradlone czoło,

Takie widzi świata koło,

Jakie tępymi zakreśla oczy.

Młodości! ty nad poziomy

Wylatuj, a okiem słońca

Ludzkości całe ogromy

Przeniknij z końca do końca.



Patrz na dół - kędy wieczna mgła zaciemia

Obszar gnuśności zalany odmętem;

To ziemia!

Patrz. jak nad jej wody trupie

Wzbił się jakiś płaz w skorupie.

Sam sobie sterem, żeglarzem, okrętem;

Goniąc za żywiołkami drobniejszego płazu,

To się wzbija, to w głąb wali;

Nie lgnie do niego fala, ani on do fali;

A wtem jak bańka prysnął o szmat głazu.

Nikt nie znał jego życia, nie zna jego zguby:

To samoluby!



Młodości! tobie nektar żywota

Natenczas słodki, gdy z innymi dzielę:

Serca niebieskie poi wesele,

Kiedy je razem nić powiąże złota.

Razem, młodzi przyjaciele!...

W szczęściu wszystkiego są wszystkich cele;

Jednością silni, rozumni szałem,

Razem, młodzi przyjaciele!...

I ten szczęśliwy, kto padł wśród zawodu,

Jeżeli poległym ciałem

Dał innym szczebel do sławy grodu.

Razem, młodzi przyjaciele!...

Choć droga stroma i śliska,

Gwałt i słabość bronią wchodu:

Gwałt niech się gwałtem odciska,

A ze słabością łamać uczmy się za młodu!



Dzieckiem w kolebce kto łeb urwał Hydrze,

Ten młody zdusi Centaury,

Piekłu ofiarę wydrze,

Do nieba pójdzie po laury.

Tam sięgaj, gdzie wzrok nie sięga;

Łam, czego rozum nie złamie:

Młodości! orla twych lotów potęga,

Jako piorun twoje ramię.



Hej! ramię do ramienia! spólnymi łańcuchy

Opaszmy ziemskie kolisko!

Zestrzelmy myśli w jedno ognisko

I w jedno ognisko duchy!...

Dalej, bryło, z posad świata!

Nowymi cię pchniemy tory,

Aż opleśniałej zbywszy się kory,

Zielone przypomnisz lata.



A jako w krajach zamętu i nocy,

Skłóconych żywiołów waśnią,

Jednym "stań się" z bożej mocy

Świat rzeczy stanął na zrębie;

Szumią wichry, cieką głębie,

A gwiazdy błękit rozjaśnią -



W krajach ludzkości jeszcze noc głucha:

Żywioły chęci jeszcze są w wojnie;

Oto miłość ogniem zionie,

Wyjdzie z zamętu świat ducha:

Młodość go pocznie na swoim łonie,

A przyjaźń w wieczne skojarzy spojnie.



Pryskają nieczułe lody

I przesądy światło ćmiące;

Witaj, jutrzenko swobody,

Zbawienia za tobą słońce!
 

 
Kazimierz Przerwa -Tetmajer
EVVIVA L'ARTE!



Eviva l'arte! Człowiek zginąć musi -

cóż, kto pieniędzy nie ma, jest pariasem,

nędza porywa za gardło i dusi -

zginąć, to zginąć jak pies, a tymczasem,

choć życie nasze splunięcia niewarte:

evviva l'arte!



Eviva l'arte! Niechaj pasie brzuchy

nędzny filistrów naród! My, artyści,

my, którym często na chleb braknie suchy,

my, do jesiennych tak podobni liści,

i tak wykrzykniem; gdy wszystko nic warte,

evviva l'arte!



Evviva l'arte! Duma naszym bogiem,

sława nam słońcem, nam, królom bez ziemi,

możemy z głodu skonać gdzieś pod progiem,

ale jak orły z skrzydły złamanemi -

więc naprzód! Cóż jest prócz sławy co warte?

evviva l'arte!



Evviva l'arte! W piersiach naszych płoną

ognie przez Boga samego włożone:

więc patrzym na tłum z głową podniesioną,

laurów za złotą nie damy koronę,

i chociaż życie nasze nic niewarte:

evviva l'arte!
 

 
Adam Mickiewicz
Sonety krymskie
Sonet XVIII

Ajudah






Lubię poglądać wsparty na Judahu skale,
Jak spienione bałwany to w czarne szeregi
Scisnąwszy się buchają, to jak srebrne śniegi
W milijonowych tęczach kołują wspaniale.

Trącą się o mieliznę, rozbiją na fale,
Jak wojsko wielorybów zalegając brzegi,
Zdobędą ląd w tryumfie i na powrót, zbiegi,
Miecą za sobą muszle, perły i korale.

Podobnie na twe serce, o poeto młody!
Namiętność często groŹne wzburza niepogody,
Lecz gdy podniesiesz bardon, ona bez twej szkody

Ucieka w zapomnienia pogrążyć się toni
I nieśmiertelne pieśni za sobą uroni,
Z których wieki uplotą ozdobę twych skroni.
 

 
Juliusz Słowacki
PARYŻ




Patrz! przy zachodzie, jak z Sekwany łona

Powstają gmachy połamanym składem,

Jak jedne drugim wchodzą na ramiona,

Gdzieniegdzie ulic przeświecone śladem.

Gmachy skręconym wydają się gadem,

Zębatą dachów łuską się najeża.

A tam - czy żądło oślinione jadem?

Czy słońca promień? czy spisa rycerza?

Wysoko - strzela blaskiem ozłocona wieża.



Nowa Sodomo! pośród twych kamieni

Mnoży się zbrodnia bezwstydna widomie

I kiedyś na cię spadnie deszcz płomieni,

Lecz nie deszcz boży, nie zamknięty w gromie,

Sto dział go poszle... A na każdym domie

Kula wyryje straszny wyrok Boga;

Kula te mury przepali, przełomie,

I wielka na cię spadnie kiedyś trwoga,

I większa jeszcze rozpacz - bo to kula wroga...



I już nad miastem wisi ta dział chmara,

Dlatego ludu zasępione tłumy,

Dlatego ciemność ulic tak ponura,

Przeczuciem nieszczęść zbłąkane rozumy;

Bez echa kona słowo próżnéj dumy,

O wrogach ciągłe toczą się rozmowy...

A straż ich przednią już północne dżumy

Obrońców ludu pozwiewały głowy,

I po ulicach ciągły brzmi dzwon pogrzebowy.



Czy wrócą, czasy tych świętych tajemnic,

Kiedy tu ludzie zbytkiem życia wściekli,

Jedni pod katem, drudzy w głębi ciemnic,

Inni ponurzy, bladzi, krwią ociekli,

Co kiedy śmieli pomyśleć - wyrzekli?

Lud cały kona, katy i obrońce,

Dnia im nie stało, aby się wysiekli;

I przeczuwając krwawéj zorzy końce,

Jak Jozue wołali: Dnia trzeba - stój, słońce?



I nie stanęło - pomarli - przedwcześnie,

Lecz zostawili pamiątki po sobie:

Kraj po rozlewie krwi tonący we śnie

I lud, nie po nich ubrany w żałobie,

Krwi trójcę w jednéj wcieloną osobie. *

Ten jak rodyjski posąg świecznik trzyma

I jedną nogę wsparł na martwych grobie,

Drugą na zamku królów... Gdzie oczyma

Sięgnął - tam wnet i ręką dostawał olbrzyma.



A kiedy posąg walił się z podstawy,

Tysiące ludu sławą się dzieliło,

Każdy się okrył łachmanem téj sławy,

Każdemu było dosyć - nadto było...

Marzą o dawnéj sławie nad mogiłą

I pod kolumną spiżu wszyscy posną; **

Choć cięcie kata głowę z niéj strąciło,

Choć na niéj może jak na gruzach z wiosną

Chwasty i z lilijami Burbonów porosną.



Tu dzisiaj Polak błąka się wygnany,

W nędzy - i brat już nie pomaga bratu.

Wierzby płaczące na brzegach Sekwany

Smutne są dla nas jak wierzby Eufratu.

I całéj nędzy nie wyjawię światu...

Twarze z marmuru - serca marmurowe,

Drzewo nadziei bez liścia i kwiatu

Schnie, gdy wygnaniec złożył pod nim głowę,

Jak nad prorokiem Judy schło drzewo figowe.



. . . . . . . . . . . . . . . . .

Z dala od miasta szukajmy napisów,

Gdzie wielki cmentarz zalega na górze. ***

O! jak tu smutno, kędy wśród cyprysów

Pobladłe w cieniu chowają się róże.

A pod stopami - daléj - miasto w chmurze

Topi się we mgłach gasnących opalu...

A dla żałobnych rodzin przy tym murze

Przędą ją wianki z płótna lub z perkalu,

Aby dłużéj świadczyły o kupionym żalu.



Patrz znów w mgłę miejską - oto wież ostatki,

Gotyckim kunsztem ukształcona ściana; **

Rzekłbyś - że zmarła matka twojéj matki,

W czarne brabanckie korónki ubrana,

Z chmur się wychyla jak duch Ossyjana...

Ludzi nie dojrzysz... Lecz nad mgłami fali

Stoją posągi (gdzie płynie Sekwana), ***

Jakby się w Styksu łodzi zatrzymali

I przed piekła bramami we mgłach stoją biali...



Tam gmachy Luwru, gdzie tron Baltazara,

A na nim siedział wyrobnik umarły... ****

Przez dnie lipcowe panowała mara,

U nóg jéj ludzie snuli się jak karły;

Bo nad nią cienie śmierci rozpostarły

Wielkość olbrzymią - był to król narodu.

I aksamity krew mu z czoła starły,

Lecz jego dzieci umierały z głodu,

Zaczął dynastią trupów, był ostatnim z rodu.

* Napoleon...

** Kolumna Vendôme.

*** Cmentarz Père la Chaise

** Koścół katedralny Notre-Dame.

*** Most Zgody - albo Ludwika XVI, z białemi posągami.

**** Po wzięciu Luwra na królewskim tronie lud położył trupa...
 

 
Juliusz Słowacki
[POLSKO, OJCZYZNO! PADAJ ZE MNĄ NA KOLANA...]



Polsko, ojczyzno! padaj ze mną na kolana

I proś Boga o starcie złotego szatana,

Który spadł z nieba jako jasna błyskawica,

Zmiótłszy trzecią część twoich gwiazd i ćwierć księżyca,



Nie z woli, ale właśnie zaparciem się woli,

Myśląc, że Bóg - na skrzypcach szlachcica rzępoli,

Za cudownością wszelką - idący po ciemku.
 

 
Adam Mickiewicz
NIEPEWNOŚĆ



Gdy cię nie widzę, nie wzdycham, nie płaczę,

Nie tracę zmysłów, kiedy cię zobaczę;

Jednakże gdy cię długo nie oglądam,

Czegoś mi braknie, kogoś widzieć żądam;

I tęskniąc sobie zadaję pytanie:

Czy to jest przyjaźń? czy to jest kochanie?



Gdy z oczu znikniesz, nie mogę ni razu

W myśli twojego odnowić obrazu?

Jednakże nieraz czuję mimo chęci,

Że on jest zawsze blisko mej pamięci.

I znowu sobie powtarzam pytanie:

Czy to jest przyjaźń? czy to jest kochanie?



Cierpiałem nieraz, nie myślałem wcale,

Abym przed tobą szedł wylewać żale;

Idąc bez celu, nie pilnując drogi,

Sam nie pojmuję, jak w twe zajdę progi;

I wchodząc sobie zadaję pytanie;

Co tu mię wiodło? przyjaźń czy kochanie?



Dla twego zdrowia życia bym nie skąpił,

Po twą spokojność do piekieł bym zstąpił;

Choć śmiałej żądzy nie ma w sercu mojem,

Bym był dla ciebie zdrowiem i pokojem.

I znowu sobie powtarzam pytanie:

Czy to jest przyjaźń? czy to jest kochanie?



Kiedy położysz rękę na me dłonie,

Luba mię jakaś spokojność owionie,

Zda się, że lekkim snem zakończę życie;

Lecz mnie przebudza żywsze serca bicie,

Które mi głośno zadaje pytanie:

Czy to jest przyjaźń? czyli też kochanie?



Kiedym dla ciebie tę piosenkę składał,

Wieszczy duch mymi ustami nie władał;

Pełen zdziwienia, sam się nie postrzegłem,

Skąd wziąłem myśli, jak na rymy wbiegłem;

I zapisałem na końcu pytanie:

Co mię natchnęło? przyjaźń czy kochanie?
 

 
Cyprian Kamil Norwid
Nad jeziorem

Moja złota - ty kochasz - jeżeli... jeżeli...

Kochasz i gwiazdę, która mię ze światem dzieli,

Ze światem tym, którego ranić nieraz trzeba

Dla tamtych czasów - powiedz - nachylisz mi nieba

Do piersi, i za pokój dadzą ci anieli

Pokój, i żyć będziemy, i będziemy się śmieli

Łagodnie na tych cierniach okwiniętych biało,

Jakby, jakby już wszystko po-zmartwychwstało...



Ale - jeżeli - pomyśl - jeżeli walczący

W przyłbicy zapuszczonej - sam - nie będzie tobie

Powabnym towarzyszem... to mów... ile drżący,

Tyle i mocny... prawdę pisz, jakby na grobie,

Bo wieczna!

Nie wiem - co powiem - co zrobię

Nie wiem - ale spoglądam w niebo okiem [stałym]
Cyprian Kamil Norwid
Nad jeziorem
I czystym - i nie wiem... że cię - kocham sercem całym...

( Echa - fragment )
 

 
Cyprian Kamil Norwid
Pióro
...Nie dbając na chmury

Panów krytyków, gorsze kładzie kalambury.

Byron. Beppo





I wlano w ciebie duszę nie anielską, czarną,

Choć białym włosem strzępisz wybujałą szyję

I wzdrygasz się w prawicy wypalonej skwarną

Posuchą - a za tobą długie żalów chryje

Albo okrągłe zera jak okrągłe grosze

Wtaczają się w rubryki, zaplecione giętko,

Jak zrachowane jaja, kiedy idą w kosze

Ostrożnie i pomału. - Czasem znowu prędko

Nierozerwany promień z ciebie głosek tryska

I znakiem zapytania jak skrzywioną wędką

Łowisz myśl, co opodal ledwo skrzelą błyska...



O, pióro! Tyś mi żaglem anielskiego skrzydła

I czarodziejską zdrojów Mojżeszowych laską,

- Tylko się w tęczowane barwiąc malowidła,

Nie bądź papugą uczuć ani marzeń kraską -

Sokolim prawem wichry pozagarniaj w siebie,

Nie płowiej skwarem słońca i nie ciemniej słotą;

Dzikie i samodzielne, sterujące w niebie,

Do żadnej czapki klamrą nie przykuj się złotą.



Albowiem masz być piórem nie przesiąkłym wodą

Przez bezustanne wichrów i nawałnic wpływy,

Lecz piórem, którym ospę z krwią mięszają młodą

Albo za wartkie strzałom przytwierdzają grzywy.



Warszawa, 22 marca 1842
 

 
Cyprian Kamil Norwid
Sen
I

Miałem sen, nie wiem, o ile bezsenny?



Na placu bitwy dwóch ludzi leżało,

Każdy w postawie martwej, lecz odmiennej:

Ten, co od wschodu, w ziemie wpoił ciało,

Lecz twarz ku niebu mając odwróconą,

Kiedy nań patrzył, wciąż ci się zdawało,

Że żyła... tylko była wyprzedzoną

Przez siebie samą... i tak wciąż był bladszy

On mąż, obliczem całym w niebo wryty,

Jak gdy się człowiek za-kocha, za-patrzy

I za-przepaści się w coś... w twarz kobiety,

W myśl, w niedościgłość jaką, w koniec wieczny,

W rzecz, co gwiazd tyle ma, ile łuk mleczny!

- Ten mąż plecami w ziemie się zapadał,

Gdy pierś i czoło w niebo promieniły;

I zdało ci się, że niebo spowiadał

Albo rozgrzeszyć ziemi nie miał siły,

Albo z obiema przestworami temi

Walczył...aż rękę wzniósłszy do drugiego,

Ku zachodowi placu leżącego,

Ostatnim głosu tchem zawołał: \\" Ziemi ! \\"



II



Człek od zachodu w innej legł postawie:

On skroń zwróconą miał ku młodej trawie,

Co rozściela się pod jego rany

Jakoby księga w aksamit oprawna,

I był jak człowiek w pismo zaczytany

Treści, co na wskroś wielka lub zabawna...

- W sposób, iż atom śledząc po atomie,

Coraz mniej jego widziałeś oblicze.

Jeśli to Dante był, to niebo w tomie

Książki - a w mózgu swym miał Beatriczę,

Za-przepaszczając się coraz głębiej

Tak... że aż zadrżał on - czy pod nim gleba -

I tchnieniem, które śmierć na ustach ziębi,

Krzyknął ku temu, co na wschodzie: \\" Nieba\\"
 

 
Cyprian Kamil Norwid
Bajka



"Najlepsza rzecz żyć w zgodzie, bez twierdzeń, bez sprzeczki,

Po cóż bo gwar ustawny dla kropki lub linii?

I urabianie ciągłe publicznej opinii ?" -

Siennik-dziurawy mówił tak do Torby-sieczki.

Tymczasem osły, najmniej nie myśląc o szkodzie,

Siano i sieczkę w cichej pożywały zgodzie,

A stąd zdaje się prawda ta być oczywistą,

Że i człowiek zyskałby... będąc legumistą.
 

 
JULIUSZ SŁOWACKI
RZYM

Nagle mię trącił płacz na pustym błoniu:



"Rzymie! nie jesteś ty już dawnym Rzymem"



Tak śpiewał pasterz trzód siedząc na koniu.







Przede mną mroczne błękitnawym dymem



Sznury pałaców pod Apeninami,



Nad nimi kościół ten, co jest olbrzymem.







Za mną był morski brzeg i nad falami



Okrętów tłum jako łabędzie stado,



Które ogarnął sen pod ruinami.







I zdjął mię wielki płacz, gdy tą gromadą



Poranny zachwiał wiatr i pędził daléj



Jakby girlandę dusz w błękitność bladą.







I zdjął mię wielki strach, gdy poznikali



Ci aniołowie fal - a ja zostałem



W pustyni sam - z Rzymem, co już się wali.







I nigdy w życiu takich łez nie lałem,



Jak wtenczas - gdy mię spytało w pustyni



Słońce, szydzący bóg - czy Rzym widziałem?...



Extra blogi.Polecam:

http://semiri.pinger.pl/

http://tamie.pinger.pl/

http://werenike.pinger.pl/

http://urszulanna.pinger.pl/



http://romantyczkaasia.bloblo.pl/

http://wikii11.bloblo.pl/

http://semi.bloblo.pl/

http://julia1987.bloblo.pl/

http://milagros.bloblo.pl/
 

 
Juliusz Słowacki
*** (O Polsko moja! tyś pierwsza światu )




O Polsko moja! tyś pierwsza światu



Otwarła duchem tajemnic wrota,



Czeluść, co błyszczy święta i złota,



Królestwo potęg - i majestatu



Ton... tobie widać bijące serca,



Zjawisk ci widać otwarte łona,



A ty jak orzeł w duchy wpatrzona,



W stronę prawdziwą stworzeń kobierca,



Widzisz, jak silna dłoń robotnika



Napina postaw, wiąże tkaninę,



Złotą i srebrną nicią przemyka,



Wieki sprowadza w jedną godzinę...



Nie zna przypadku ani humoru,



Ani się cofa - ani kołysze,



Podług jednego Chrystusa wzoru



Wszystko na ziemi wiąże i pisze.







Raduj się, Polsko... Tobie słodycze



Wiedzy... i mądrość - i moc przychodzi,



Anioł twój patrzy w Boga oblicze,



W Bogu pracuje - z Miłości rodzi



Tą siłą, która skrą jest przed Panem,



Zaledwo w duchów świecie zjawiona...
 

 
W Weronie

Cyprian Kamil Norwid

I
Nad Kapuletich i Montekich domem,
Spłukane deszczem, poruszone gromem,
Łagodne oko błękitu.

II
Patrzy na gruzy nieprzyjaznych grodów,
Na rozwalone bramy do ogrodów –
I gwiazdę zrzuca ze szczytu;

III
Cyprysy mówią, że to dla Julietty,
Że dla Romea — ta łza znad planety
Spada… i groby przecieka;

IV
A ludzie mówią, i mówią uczenie,
Że to nie łzy są, ale że kamienie,
I — że nikt na nie… nie czeka!
 

 
Fortepian Szopena
Cyprian Kamil Norwid

La musique est une étrange chose!…
Byron

L’art?… c’est l’art — et puis voilá tout.
Bétranger

I
Byłem u ciebie w te dni przedostatnie
Niedocieczonego wątku — —
— Pełne, jak Mit,
Blade, jak świt…
— Gdy koniec życia szepce do początku:
“N i e
s t a r g a m
c i ę
j a, —
n i e! —
Ja, u-w y d a t n i ę!…”

II
Byłem u ciebie w dni te, przedostatnie,
Gdy podobniałeś — co chwila, co chwila —
Do – upuszczonej przez Orfeja liry,
W której się rzutu-moc z pieśnią przesila,
I rozmawiają z sobą struny cztery,
Trącając się,
Po dwie — po dwie —
I szemrząc z cicha:
“Zacząłże on
Uderzać w ton?…
Czy, taki mistrz, że gra?… choć — odpycha!”

III
Byłem u ciebie w dni te, Fryderyku!
Którego ręka, dla swojej białości
Alabastrowej — i wzięcia — i szyku —
I chwiejnych dotknięć jak strusiowe pióro —
Mieszała mi się w oczach z klawiaturą
Z słoniowej kości…
I byłeś jako owa postać – którą
Z marmurów łona,
Niźli je kuto,
Odejmą dłuto
Geniuszu — wiecznego Pigmaliona!

IV
A w tym, coś grał — i co zmówił ton — i co powié,
Choć się echa inaczej ustroją,
Niż gdyś błogosławił ręką Swoją
Wszelkiemu akordowi —
A w tym coś grał, taka była prostota
Doskonałości Peryklejskiéj,
Jakby starożytna która Cnota,
W dom modrzewiowy wiejski
Wchodząc rzekła do siebie:
“Odrodziłam się w niebie,
I stały mi się arfą — wrota;
Wstęgą — ścieżka,
Hostię — przez blade widzę zboże:
Emanuel już mieszka
Na Taborze!”

V
I była tam Polska, od zenitu
Wszechdoskonałości dziejów
Wzięta, tęczą zachwytu — —
Polska — przemienionych kołodziejów!
Taż sama zgoła,
Złoto-pszczoła!…
(Poznał-ci-że bym ją na krańcach bytu!…)

VI
I — oto — pieśń skończyłeś — — i już więcéj
Nie oglądam Cię — — jedno — słyszę:
Coś?… jakby spór dziecięcy — —
— A to jeszcze kłócą się klawisze
O nie dośpiewaną chęć:
I trącając się z cicha,
Po ośm — po pięć —
Szemrzą: “P o c z ą ł ż e
g r a ć
c z y
n a s
o d p y c h a ??…”

VII
O Ty! co jesteś Miłości-profilem,
Któremu na imię D o p e ł n i e n i e;
To — co w Sztuce mianują Stylem,
Iż przenika pieśń, kształci kamienie…
O! Ty — co w dziejach zwiesz się E r ą,
Gdzie zaś ani historii zenit jest,
Zwiesz się razem: D u c h e m i l i t e r ą,
I „consummatum est”.
O! Ty — Doskonałe wypełnienie,
Jakikolwiek jest Twój, i gdzie?… znak…
Czy w Fidiasu, Dawidzie, czy w Szopenie,
Czy w Eschylesowej scenie?…
Zawsze – zemści się na tobie: B R A K!…
— Piętnem globu tego — niedostatek:
Dopełnienie? go boli!…
On — rozpoczynać woli
I woli wyrzucać wciąż przed siebie — z a d a t e k!
— Kłos… gdy dojrzał jak złoty kometa,
Ledwo że go wiew ruszy,
Deszcz pszenicznych ziarn prószy,
Sama go doskonałość rozmieta…

VIII
Oto — patrz, Fryderyku!… to — Warszawa
Pod rozpłomienioną gwiazdą
Taka jaskrawa — —
— Patrz, organy u Fary; patrz! Twoje gniazdo:
Owdzie — patrycjalne domy stare
Jak Pospolita-rzecz,
Bruki placów głuche i szare,
I Zygmuntowy w chmurze miecz.

IX
Patrz… z zaułków w zaułki
Kaukaskie się konie rwą
Jak przed burzą jaskółki,
Wyśmigając, przed pułki,
Po sto — po sto — —
— Gmach się zajął ogniem, przygasł znów,
Znów zapłonął — — i oto — pod ścianę
Widzę czoła ożałobionych wdów
Kolbami pchane — —
I znów widzę, acz dymem oślepian,
Jak przez ganków kolumny,
Sprzęt, podobny do trumny
Wydźwigają… runął… runął — T w ó j F o r t e p i a n!

X
Ten!… co Polskę głosił, od zenitu
Wszechdoskonałości Dziejów
Wziętą, hymnem zachwytu — —
Polskę — przemienionych kołodziejów;
Ten sam — runął — na bruki z granitu!
— I oto: jak zacna myśl człowieka,
Poterany jest gniewami ludzi,
lub jak — od wieka
Wieków – wszystko, co—z b u d z i!
I — oto — jak ciało Orfeja,
Tysiąc Pasyj rozdziera go w części,
A każda wyje: „Nie ja!..
„Nie ja” — zębami chrzęści — —

*
Lecz Ty — lecz ja — uderzmy w sądne pienie,
Nawołując: “C i e s z s i ę, p ó ź n y w n u k u!…
J ę k ł y — g ł u c h e k a m i e n i e:
I d e a ł — s i ę g n ą ł b r u k u” — —
 

 
Witajcie jestem Magda, ale tutaj chcę , abyście się do mnie zwracali Werenike.Będę pisała o poezji i publikowała wiersze moje i wielkich poetów.